SPIS
PROA
KLESZCZE KRABA    
JUNGADA
NGALAWA
PROJEKT PRAO
DREWNO!
KECZ
ZIELONA
CZARNA
PRZEDOSTATNI
OSTATNI
PIERWSZY...
NEWS
LINKI
KONTAKT

ELEKTRONICZNA APARATURA DO GASZENIA ŚWIEC CZYLI O ULEPSZANIU PROA 

Obiekywnie rzecz biorąc nie odkryłem niczego nowego. Eksperymenty potwierdziły wyniki badań prof. Marchaja i wyjątkowość żagla „Kleszcze Kraba”: Jego zalety nie ograniczają się do produkcji większej siły ciągu; nisko położony środek ożaglowania i krótki maszt  wpływają korzystnie na stateczność. Redukowanie siły przechylającej przez wybrzuszanie żagla jest bardzo proste i skuteczne. Dodatkowa, pozioma oś obrotu ( górna antena ) pozwala na uzyskanie nieznanej żaglom europejskim siły nośnej.Żagiel kk jest bardziej tolerancyjny: nawet mocno przebrany zachowuje swój potencjał. Kk powinien być płaski jak prześcieradło – jego uszycie nie wymaga żadnych umiejętności żaglomistrzowskich, jest więc żaglem bardzo tanim.

Tak fenomenalny żagiel zasługuje na fenomenalną łódź, oczywiście proa!

„Półtora” kadłuba jest układem optymalnym: w porównaniu z proa katamaran ma zawsze jeden kadłub zbyt duży, a trimaran o jeden kadłub zbyt dużo – proa ma mniejszą powierzchnię zmoczoną i ciężar, będzie więc szybszy i tańszy.

Słabszą stroną proa z żaglem kk są zwroty (wekslowanie) zwane „cavu” opisane szczegółowo w artykule S.Eknera „Brasowanie na proa”.

„Cavu”jest istotnie bardzo malownicze, jednak polinezyjczycy uprościli je perfekcyjnie: przechylenie masztu nie wymaga większego wysiłku, żagiel obraca sie sam – wystarczy przełożyć linę i wybrać. Nikt nie taszczył steru ze starej rufy na nową, ster (zwykle wiosło)przywiązany do środka łodzi na lince równej połowie jej długości spuszczano do wody.Po zmianie kierunku ruchu łodzi ster pojawiał się sam akurat tam gdzie trzeba, wystarczyło unieść jego górną część i włożyć w coś w rodzaju dulki.

                    W rezultacie wekslowanie  na dużych proa było prostszym manewrem niż zwroty na żaglowcach rejowych podobnej wielkości. Wekslowanie na proa małych nie było trudniejsze – a na pewno mniej stresujące – od np. zwrotu ze spinakerem.

                     „Problem” wekslowania nie polega więc ani na złożoności, ani na manipulacji, ani na pracy i wysiłku fizycznym; „problemem” wekslowania jest miejsce.

Miejsce jako przestrzeń konieczna do wyostrzenia (lub odpadnięcia) do półwiatru i wytracenia szybkości (plus kilka metrów na dryf...) i miejsce jako punkt, wybrany do zwrotu, po którym chcemy dopłynąć do celu.

Jest to wyłącznie nasz problem – Polinezyjczycy nie znali portów i nie musieli kombinować jak tu podejść do jedynego wolnego skrawka pontonu ( i to na oczach gapiów!), pływanie w tłoku bywało rzadkie, a mądrale łapiący nas na prawym jeszcze rzadsi.

Możemy oczywiście zadowolić się akwenem mało uczęszczanym gdzie plaż  w bród  i zrezygnować z portowych uroków – będzie to jednak drastyczne ograniczenie swobody osobistej i pogodzenie się z faktem, że mamy niepełnosprawny jacht.

                    Nic więc dziwnego, że na całym cywilizowanym świecie nie ustają  próby  przyuczenia proa do zachowania odpowiadającego naszym potrzebom i przyzwyczajeniom: Ożaglowanie Bolgera i Gibbonsa, latawce i « overtopy »( osią obrotu jest top), aerorig  i slup z fokami nawijanymi-rozwijanymi na sztago-achtersztagach...Opis głównych trendów ulepszających znajdziesz w cytowanym wyżej artykule S.Eknera.

ŻADNA  z nowoczesnych propozycji nie dorównuje  sprawności żagla kleszcze kraba.

Nawet aerorig(znany także jako aerogig i balestron) przedstawiany jako ożaglowanie prostsze i skuteczniejsze od bermudzkiego slupa (prof. Marchaj nie podziela entuzjazmu...) okazał się niepraktyczny, drogi, mechanicznie skomplikowany i niebezpieczny: wyobraźmy sobie zwrot przy np. 4°B.Poziome drzewce za i przed masztem zamiata  z wielką siłą i szybkością prawie cały pokład. Komendę „zwrot !” trzeba więc poprzedzić komendą „padnij !”.

ŻADNA z nowoczesnych propozycji nawet w najmniejszym stopniu nie rozwiązuje podstawowego ( bo jedynego) problemu wekslowania MIEJSCA.

Jeśli już upieramy się przy zadawaniu sobie trudu wekslując zaciekle, to przynajmniej wekslujmy z żaglem tego trudu wartym.

Kiedyś pewna dama powiedziała do Einsteina: „jak cudowne byłoby nasze dziecko, gdyby po rodzicach odziedziczyło pańską mądrość i moją urodę” Einstein odpowiedział: „ czy pani zdaje sobie sprawę, jakiż to będzie potwór gdy stanie się odwrotnie?”

Taka właśnie przygoda przytrafia się bez przerwy wszystkim poprawiaczom proa: ich dziwolągi dziedziczą  to co najgorsze z żeglarstwa europejskiego i to co najmniej dobre z żeglarstwa egzotycznego.Może chodzi o samą oryginalność?          

Nad doprowadzeniem proa do doskonałości pracowali najwyższej klasy specjaliści – często 24 godziny na dobę – przez grubo ponad 1000 lat. 

 Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wykorzystanie naszej technologii: dakron, cieńsze i sztywniejsze anteny (rejki), gładsze dno...Zmniejszenie ciężaru może się nam nie udać. Z pewnością nie uda nam się uzyskanie specyficznej, starannie dobranej i kontrolowanej elastyczności konstrukcji. Tego nie potrafi już nikt – arcymistrzostwo polinezyjskiego szkutnictwa bezpowrotnie zniszczył przywieziony przez Wielkich Odkrywców zwykły, europejski gwóźdź.

Skąd bierze się nasza akceptacja uciążliwego „cavu” i nasza niechęć do żagla kleszcze kraba mimo jego sprawności aerodynamicznej, prostoty obsługi, niskiej ceny i poezji?

Wydaje mi się, że są 3 powody: pierwszy to nieznajomość zagadnienia. Drugi – nasza  „zachodnia” mentalność, będąca  mentalnością szczurów lądowych. Dla Polinezyjczyków, Dzieci Morza, woda była zawsze dobra: morze umożliwiało szybkie, wygodne i bezpieczne przemieszczanie się w dowolnym kierunku i na dowolne odległości. Dla naszych praprzodków woda była zawsze przeszkodą, więc elementem wrogim.Począwszy od rzeki Styks i Charona w legendach większości ludów Europy woda stanowiła granicę między bytem i niebytem. Często bywała też miejscem chowania zmarłych. Polinezyjczycy żyli i żeglowali na statkach, my do dzisiaj czujemy się znacznie pewniej w ich wnętrzu. Żaglowce Pacyfiku kojarzyły się zawsze z morskimi ptakami, nasze - nawet te nieuzbrojone - z warownymi zamkami.   

Nieśmiałość, nieufność, sceptycyzm i cała nasza odmienność w stosunku de morza jest więc niejako uwarunkowana genetycznie.Egzotyka fascynuje nas jak wszysko co inne i dziwne, jednak gdy decydujemy się już opuścić zębate kasztele naszych statków, to wolimy zabrać ze sobą nasz stary żagiel trójkątny - kiepski, ale znany, sprawdzony i swojski. [TL1] 

Trzecim powodem jest nasza niezdolność do przyjęcia do świadomości, że w dziedzinie hydro- i aerodynamiki nie wymyśliliśmy niczego, co nie było stworzone przez Naturę i wykorzystane przez tzw.”ludy prymitywne”setki, jeśli nie tysiące lat temu. Wyobrażamy sobie ciągle, że skoro skonstruowaliśmy komputer, to z pewnością  potrafimy połączyć lotność i smak egzotyki z naszym europejskim stylem bycia, życia i żeglowania.

Przypomina mi to nauki dr. R.Kwiatkowskiego z Zakładu Metodologii warszawskiej AWF.Opowiadał on o próbach sławnego Miczurina, polegających na skrzyżowaniu jabłoni z jamnikiem. Powstały w ten sposób „jabłomnik” miał nie tylko dawać owoce i sam się podlewać, ale także szczekać na złodzieja.

Rezygnujemy tak łatwo z żagla kleszcze kraba i jego dobrodziejstw, dlaczego nie zrezygnować z kłopotliwego „cavu”?

Wszędzie tam, gdzie zwrotność była równie ważna co prędkość, budowano z  powodzeniem proa monodromowe, które w odróżnieniu do proa amfidromowych, wykonywały zwroty tak samo jak nasze żaglówki.

          Ich ożaglowanie jest bardzo podobne do XIX-stowiecznych, gaflowych ketów, keczy i szkunerów( do których możemy bezkarnie dodać nasze zacne foki i kliwry) i miało bez wątpienia podobną (jeśli nie lepszą ) sprawność.

Oczywiście  technika żeglowania jest nieco inna: na jednym halsie pływak pełni funkcję przeciwwagi, na drugim – podpórki. Nadmiernemu oporowi zbyt głęboko wciśniętego w wodę pływaka możemy przeciwdziałać balastując na stałej platformie na drugiej burcie. Na Pacyfiku taka platforma była (równiez na proa amfidromowych)  podłogą mieszkalnych chat i szałasów – kadłuby służyły do wszystkiego z wyjątkiem mieszkania.Może to być także bardziej lub mniej ruchoma deska balastowa  albo komora wypornościowa „w razie jakby co”w której możemy umieścić lżejszą część naszego dobytku i którą łatwo przedłużać ruchomym elementem zwiększającym długość ramienia momentu prostującego.

Ożaglowania rozprzowego ze zdjęcia ani żerdzi balastowej raczej nie polecam, chociaż tak na Pacyfiku wyglądała „skala Beaufort’a”: jeden człowiek na żerdzi, dwóch ludzi, pięciu....

Otrzymamy oryginalny, piękny, szybki i sprawny jacht. Będzie autentyczny, technicznie spójny i konsekwentny, możliwości ożaglowania będą logicznie korespondowały z możliwościami kadłuba.

Po co smukłe żagle, skoro wielokadłubowce nie mogą żeglować zbyt ostro? Nadrobimy pełniejszy kurs szybkością i odkujemy się z nawiązką na kursach od ostrej połówki do pełnego. Tak się akurat składa, że żagle gaflowe( więc i gaflopodobne) są lepsze od bermudzkich na wszystkich kursach z wyjątkiem bajdewindu.

Po co marnować fantastyczny potencjał proa napędzając je byle czym? 

Zwrotność będzie mniej więcej taka sama jak na przeciętnym katamaranie, „mieszkalność”– trochę gorsza.

Jeśli nie bawi nas żeglowanie „jabłomnikiem”, to niestety inaczej być nie może.

Obrazki z "Trimarans"- G.Basseporte, E.Gaucher.    

DO NEWS

HOP!